Cześć robaczki!
The Porefessional by Benefit - jeden z najbardziej znanych kosmetyków w całym internecie. Budzący wiele kontrowersji i zmiatający konkurencje w kwestii ilości zadowolonych fanek. Jednak czy ta niewielka tubka, jest warta tak sporej sumy ? Czy może wcale nie jest tak niezastąpiona? Czytajcie dalej, a wszystko się wyjaśni :)
Do dzisiejszego kosmetycznego boju dołączą Benefit The Porefessional oraz MUA Matte Perfect Primer.
Ten drugi pojawił się w mojej kolekcji jako pierwszy, ale zafascynowana opiniami i niemal że pieśniami pochwalnymi wznoszącymi się nad produktem Benefitu, zdecydowałam się dołączyć również tę bazę do mojego zbioru. Będąc nadal niepewna, co do działania tego produktu ucieszyłam się, gdy udało mi się kupić go w wersji mini, wraz z czterema innymi produktami. Przejdźmy jednak do rzeczy, mianowicie o czym ja Wam tutaj w ogóle piszę? Oba produkty mają za zadanie zmatowić skórę, przygotować ją do dalszej "obróbki" w postaci nałożenia podkładu i tak dalej. Głównym jednak zadaniem obu kosmetyków ma być, rodem z photoshopa, zmniejszenie widoczności porów i wygładzenie twarzy. Brzmi zachęcająco prawda?
Cena:
MUA Matte Perfect Primer zanjduje się w 15ml tubce - 25zł
Benefit The Porefessional w 22ml tubce (na zdjęciu miniaturka 7ml) - 145zł
Oba produkty są w tubce, w przypadku The Porefessional, opakowanie jest troszkę sztywniejsze, przez co łatwiej aplikuje się produkt i nie trzeba nadzwyczajnie się przy tym wysilać :)
Od góry :
MUA Matte Perfect Primer
Benefit The Porefessional
Jak widzicie obie bazy niewiele się od siebie różnią na pierwszy rzut oka.
MUA MPP ma bardziej zwartą, lekko "woskową" konsystencję i jest w odrobinie bardziej pomarańczowej tonacji od bazy Benefit, co nie ma w tym przypadku większego znaczenia, dlatego że oba kosmetyki po rozprowadzeniu są praktycznie przezroczyste.

Moje spostrzeżenia:
Bazę z Benefitu nabyłam wtedy, gdy kończyła mi się baza z MUA. Mogę więc powiedzieć, że z bazą MUA dobrze się poznałyśmy i że jej zachowania na mojej skórze czy osób które miałam "pod swoim pędzlem", są mi dobrze znane.
Z The Porefessional'em nadal się poznajemy, ale mogę powiedzieć już pare słów na temat tego jak zachowuje się na twarzy.
Baza z MUA, zawsze spełnia swoje zadania tak jak powinna. pięknie zmniejsza widoczność porów, jakikolwiek nałożony na nią podkład, długo i w niezmienionej postaci pozostaje na twarzy, dopóki go nie zmyjemy. JEDYNIE troszkę wątpie w jej działanie matujące- krótko mówiąc nie zostawiajcie twarzy bez przypudrowania, bo MUA cudów w kwestii matowienia skóry nie zdziała. :)
Jeśli chodzi o The Porefessional, byłam bardzo rozczarowana. Dlaczego? Dlatego, że jego głównym zadaniem jest, jak sama nazwa mówi, wizualne ukrywanie rozszerzonych porów. Podejście pierwsze okazało się klapą, bo poza tym że miałam dodatkowy produkt na twarzy i w efekcie troszkę gładszą skórę, pory pozostały takie jakie były. Podejście drugie, to samo. Zaczełam zastanawiać się o co chodzi, pierwsze co przyszło mi do głowy to, że być może kosmetyk nie jest do końca kosmetykiem Benefitu ( IF YOU KNOW WHAT I MEAN :D ), ale kupowałam go w salonie Sephory, więc wykluczyłam tą możliwość. Zdemotywowana i zniechęcona rzuciłam go na dno kufra i się pogniewaliśmy na siebie. Postanowiłam jednak, że może będę go używała do pracy bo jednak przedłużał trwałość podkładu i twarz była gładsza. Okazało się, że kosmetyk działa jak chce i nie każdemu pasuje. Dlatego, że u niektórych Pań zauważałam efekt godny okrzyku WOW!, a u niektórych baza zachowywała się dokładnie tak, jak na mojej twarzy. Jaki z tego wniosek? Jeśli zdecydujecie się na zakup The Porefessional, najpierw porwijcie się na miniaturkę i sprawdźcie czy nie jesteście Porefessionaloodporne!
Jeśli chodzi o całokształt, napewno decydująca będzie w przypadku tych dwóch kosmetyków cena, dlatego że różnica między tymi bazami to aż 120 zł! Baza MUA jest o 7 ml mniejsza, jednak nadal wychodzi ona sporo sporo taniej niż baza Benefitu. Obie dobrze sprawdzają się w kwestii wygładzenia twarzy, dobrze przedłużają trwałość nakładanego podkładu, ale jednak niezaprzeczalnym zwycięzcą w kwestii "ukrywania porów", w mojej opini jest MUA Matte Perfect Primer. Nie zawiodła mnie ani razu i bardzo dobrze mi się z nią pracuje. Jedynym minusem jest dostępność, bo nie zawsze ją dostaniecie, ale czasami pojawia się w drogeriach internetowych (np. Cocolita ) albo po prostu możecie ją zamówić z Brytyjskiego sklepu MUA , gdzie wysyłka wynosi ok 5 funtów, co przy grupowych lub większych zakupach nie jest tak olbrzymią kwotą.
To tyle z mojej strony :) A Wy? Mieliście do czynienia z którąś z tych dwóch baz? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzu! Zapraszam do dyskusji i do zobaczenia w kolejnym poście!
Buziaki !


No proszę, taka różnica cen! Ja co prawda nie jestem w tak zaawansowanym stopniu by używać takich baz, jedyna w jaką się zaopatrzyłam to z Oriflame,w dodatku jest w postaci białego kremu więc nawet nie wiem czy mówimy tu o bazie :D
OdpowiedzUsuńMoże kiedyś się skuszę na MUA Matte Perfect Primer, szczerze to nawet opakowanie mi bardziej odpowiada, nie lubię takich w stylu Benefit, ale gusta gustami !